Na co dzień zajmuję się fotografią. Dużo czasu zajęło mi szukanie odpowiedniego miejsca w Polsce na ciekawe, niekonwencjonalne zdjęcia. Na zagranice póki co mnie nie stać i pewnie jeszcze długo nie będzie, bo jestem tylko zwykłą, bezrobotną studentką. W tamtym roku wybrałam się z rodzicami do Łeby. I sama nie wierzyłam ile pięknego można ująć w tym miejscu. Cudowny piasek – brak puszek, śmieci, wypalonych papierosów. Idealne miejsce. Niegdyś zanim zrobiłam jakieś ciekawe zdjęciu nad Bałtykiem musiałam zająć się posprzątaniem butelek po piwie i opakowań po chipsach. A tutaj takie miłe zaskoczenie. Ponadto – woda. Zawsze brudna nad polskim morzem, z mnóstwem wodorostów, zielonych i śliskich. Łeba zaoferowała ich niewiele, nawet nie były zauważalne. A te barwne zachody słońca i ruchome wydmy to istna poezja w oczach artysty. Wszystko to wychwycił mój aparat, bez którego nie wyobrażam sobie życia… Tak jak i bez stypendium, które dostałam dzięki konkursowi fotograficznemu i nadesłanemu przeze mnie zdjęciu, któremu nadałam tytuł: „Łeba – moje miejsce na ziemi”.